– Zgłoszenia od mieszkańców są alarmujące. Tworzą nam się całe uliczki z wynajmowanymi w ten wątpliwy sposób domami. Zgłaszamy ten proceder do odpowiednich instytucji i szukamy wsparcia w organach nadzoru. Niestety, wszyscy rozkładają ręce. Ale nie odpuszczamy — chcemy rozwiązań systemowych, które dadzą samorządom realne możliwości i narzędzia do walki z tym problemem – podkreśla Wójt Gminy Pruszcz Gdański, Weronika Chmielowiec.

Hałas, śmieci i realne zagrożenia
Tak duża liczba mieszkańców powoduje liczne uciążliwości dla sąsiadów. Mowa tu nie tylko o ciągłym hałasie i zwiększonej produkcji odpadów, ale także o realnym zagrożeniu – w wielu takich domach brakuje dróg ewakuacyjnych, a standardy bezpieczeństwa przeciwpożarowego nie są zachowane. Dochodzi również do częstych dewastacji i zakłócania ciszy nocnej.
W budynkach obserwuje się dużą rotację osób – jedni wyprowadzają się po kilku dniach, inni pojawiają się nagle w środku nocy. Co istotne, w takich miejscach często mieszkają także osoby z małymi dziećmi, które w tych warunkach są szczególnie narażone na niebezpieczeństwo oraz trudne warunki bytowe.
Na jednej ze spokojnych ulic w Rotmance, znanej z zabudowy jednorodzinnej, doszło nawet do… walki bokserskiej między lokatorami jednego z takich domów. Dla mieszkańców okolicy to trudna codzienność — a jednocześnie coś, czego nikt nie powinien doświadczać we własnym sąsiedztwie.
„To nie jest już miejsce, w którym da się normalnie żyć” – mówią mieszkańcy
Mieszkańcy Rotmanki coraz częściej alarmują o dramatycznej zmianie warunków życia.
Jeden z nich opowiada o tym wprost:
– Jestem mieszkańcem Rotmanki od 1998 roku. Razem z rodziną zamieszkaliśmy przy cichej, ślepej uliczce, licząc na spokój i poczucie bezpieczeństwa. Przez ponad dwadzieścia lat miejsce to spełniało wszystkie nasze oczekiwania. Niestety, sytuacja diametralnie zmieniła się w 2022 roku, kiedy właściciel domu po przeciwnej stronie uliczki uruchomił tzw. „krótkoterminowy wynajem pokoi”, który w praktyce okazał się hostelem mogącym przyjąć nawet 65 osób — przy zaledwie 20 stałych mieszkańcach uliczki. Od tego czasu nasze sąsiedztwo zostało zdominowane przez stale zmieniające się grupy pracowników różnych firm. Samochody parkujące w sposób chaotyczny utrudniają wyjazd z posesji, brak jest osoby odpowiedzialnej za funkcjonowanie obiektu, a wszelkie problemy muszą być rozwiązywane przy udziale Straży Gminnej lub Policji. Goście hostelu nie czują się związani z miejscem, czego skutkiem są zaśmiecona ulica, odpadki i niedopałki, a także nieustanny ruch pojazdów o każdej porze dnia i nocy. Hałas, głośne rozmowy i trzaskanie drzwiami samochodów – często nawet o trzeciej nad ranem – sprawiają, że utraciliśmy możliwość normalnego wypoczynku nocnego. Nasza spokojna, ślepa uliczka zmieniła się w miejsce o charakterze niemal publicznym, pozbawione zasad współżycia sąsiedzkiego. Zniknęło poczucie bezpieczeństwa, zniknął spokój, a my – mieszkańcy – czujemy się wobec tej sytuacji bezsilni. – relacjonuje mieszkaniec.
Gmina bez narzędzi do kontroli
Warto podkreślić, że Gmina nie ma żadnych uprawnień do kontrolowania domów jednorodzinnych. Gmina nie może wejść na teren prywatnej posesji, by sprawdzić, ile osób tam mieszka ani czy budynek spełnia warunki bezpieczeństwa. Jedyne działania, jakie może podjąć, to zgłaszanie problemu odpowiednim instytucjom. I tak właśnie się stało. Gmina skierowała oficjalne pisma m.in. do Policji, Prokuratury, Urzędu Skarbowego, ZUS, Straży Pożarnej, Sanepidu, Straży Gminnej, PINB oraz do parlamentarzystów.
Na chwilę obecną odpowiedź nadeszła jedynie od Poseł Magdaleny Sroki, która podjęła interwencję, składając stosowne interpelacje do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz do Ministra Finansów i Gospodarki. Mieszkańcy liczą jednak na szybkie i zdecydowane działania również pozostałych instytucji państwowych.
Gmina deklaruje dalsze monitorowanie sytuacji oraz współpracę z mieszkańcami i odpowiednimi służbami. Celem jest przywrócenie ładu, bezpieczeństwa i normalnych warunków życia tam, gdzie dziś zakłócają je niekontrolowane patohostele.
Gmina Pruszcz Gdański walczy z patohostelami
To prawda, to duży problem w Rotmance
Mieszkaniec
10:10, 2026-05-13
Tragiczny finał poszukiwań zaginionej Ireny Pędzik
Naczelny tego brukowca nie ma za grosz empatii. To się nazywa syndrom "hieny cmentarnej". Jak można wstawić zdjęcie ofiary do wglądu publicznego? Nawet pruszczańska policja usunęła to zdjęcie ze swojego FB po zakończonych (tragicznie) poszukiwaniach. To się powinno blurować albo publikować z ilustracyjną grafiką czy zdjęciem... Zero empatii. Zdjęcie swojego zmarłego członka rodziny też publikowałbyś w taki sposób? Gratulacje.
Staszek
00:17, 2026-05-13
Szkoła Pascal w Tczewie. Nauka, która daje realne...
Byłam w tej szkole na Floryście, super wspominam !
Edyta
16:32, 2026-05-12
Karol Kardasiński: "Decyzja radnych nie kończy sprawy"
Przepisy określaja zasady. Jeśli są naruszane to konsekwencje są takie jak w przypadku pana Karola. Na prawo się nie obraża, tylko je przestrzega. To przy okazji przestroga dla innych działaczy którzy mają z tym problem. Radny ma być jak żona cesarza... bez skazy.
radny
00:08, 2026-05-09
0 0
To prawda, to duży problem w Rotmance
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu naszpruszcz.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz